Z okazji Międzynarodowego Dnia Pisarza, który był niedawno,
będzie o kobiecie, pisarce, która miała bardzo duży wpływ na kształt moje gustu
literackiego w wieku nastoletnim i na długi czas zdominowała moje czytelnicze
wybory. Mowa tu o nikim innym jak o Lucy Maud Montgomery.
Wszyscy kojarzą ją przede wszystkim z Anią z Zielonego Wzgórza (o której będzie w innym poście) i ja też
poznałam ją właśnie dzięki tej książce. Wspomnę w tym miejscu, że była to
obowiązkowa lektura, ale ja swój egzemplarz otrzymałam w prezencie
mikołajkowym.
Nie chcę rozwodzić się, jakie książki wyszły spod pióra pani
Montgomery, powiem tylko że Ania skutecznie rozbudziła moją ciekawość. Nie mogłam
nie przeczytać pozostałych części. Później przyszedł czas na serię o Emilce i
Sarze, a po nich na wszystko, naprawdę WSZYSTKO - pojedyncze powieści,
pamiętniki i wspomnienia samej Montgomery. Nie do pomyślenia dla mnie było, że
mogłam coś pominąć. Ostatni, wydany po śmierci autorki, zbiór opowiadań, Ania z Wyspy Księcia Edwarda,
sprezentowałam sobie sama.
Nie powiem, żeby książki te zmieniły moje życie, ale wywarły
na tyle duże wrażenie, że do dziś wspominam z pewną nostalgią te pensjonarskie
skądinąd klimaty. Przygody bohaterów powieści pobudzały moją wyobraźnię
i niejednokrotnie poprawiały samopoczucie. Ich pomysły, problemy i rozwiązania
wywoływały również niejednokrotnie uśmiech na mojej twarzy.
Określiłam L. M. Montgomery królową dziewczęcych powieści
nieprzypadkowo. Ktoś, kto zawładnął moim sercem na wiele lat nie mógł otrzymać innego
tytuły. Ponadto każda z powieści emanuje oryginalnością i świeżością,
właściwie nie pamiętam, aby coś się powtórzyło, schemat mógł być podobny, ale
jak zawsze działało to na korzyść powieści. Dlatego wydaje mi się, że nie było
i nie będzie drugiej takiej autorki. Jednocześnie nie chcę krytykować
współczesnych powieści dla dziewcząt, ponieważ czasy i gusta się zmieniają.
Noelle
Noelle